Wszystko dla pewnej kobiety… czyli co?
Maj 21st, 2012 § Dodaj komentarz
Czasami świat mnie zaskakuje, chociaż teoretycznie po tylu latach należałoby przestać dziwić się pewnym sprawom. A w zasadzie nie tyle świat, co niezmiennie ludzie. Po prostu pewne kwestie w głowie mi się nie mieszczą. Ale po kolei.
Jakiś czas temu (i nawet dałoby się ustalić jaki, bo panowały wtedy te bezbożne dwudziestostopniowe mrozy) oglądałam film p.t. „The Grey”. Z powodów oczywistych nie będę zdradzać fabuły, niemniej powiem, że nie ma ona nic wspólnego z opisem podanym przez dystrybutora dostępnym między innymi na stronie serwisu Filmweb i na stronie Multikina, który brzmi następująco:
W białym piekle 8 mężczyzn walczy o życie. Ich jedyną nadzieją jest pewna kobieta. W sercu Alaski rozbija się samolot. Na miejscu ginie 117 pasażerów, a tylko ośmiu udaje się przeżyć. Na skutym lodem odludziu, bez kontaktu ze światem, bez ciepłej odzieży i jedzenia każdy z nich musi się zmierzyć z siłami natury i samym sobą. Uznani za zaginionych, ścigani przez stado wygłodniałych wilków, nie mieliby żadnych szans na przetrwanie, gdyby nie jeden z nich. Jeszcze wczoraj chciał umrzeć, dziś będzie walczył, by przeżyć za wszelką cenę. Wszystko dla pewnej kobiety…
Owszem, kobieta przez film się przewija, ale nie powiedziałabym, żeby główny bohater starał się coś dla niej osiągnąć. Zastanawia mnie, skąd dystrybutor wytrzasnął ten opis. Jeśli streszczenia te pisze się na podstawie zwiastunów, to w zasadzie należałoby sobie odpuścić w ogóle umieszczanie ich gdziekolwiek — zwiastun, jak pokazuje praktyka, zazwyczaj stanowi odrębny i niezależny od filmy byt. Jeśli zaś zatrudnia się kogoś do tworzenia opisów, to bardzo mi przykro, ale należałoby zmusić go do obejrzenia filmu, który ma streścić.
Właśnie to pytanie nasuwa mi się na myśl i to nie po raz pierwszy — dlaczego ludziom nie chce się tak bardzo. Przepraszam, ale jeśli typ przygotowujący opisy filmów czy piszący ich recenzję nie ma ochoty oglądać tego, o czym ma napisać, to może powinien rozważyć zmianę pracy? Jeśli zaś to dystrybutor wymusza taki a nie inny system tworzenia materiałów, to sugeruję w ogóle dać sobie spokój. Po co komu opis nie mający nic wspólnego z filmem?
Oczywiście problem jest bardziej ogólny i nie wątpię, że każdy mógłby podać kilka podobnych przykładów z różnych dziedzin życia. I tego właśnie nie rozumiem — jaki jest sens robienia czegokolwiek, jeśli z góry zakłada się, że zrobi się to “na odwal”?
Prawdziwe życie jest tam, za oknem
Maj 18th, 2012 § 2 komentarzy
Zdziczeliśmy. Ja i Mąż, znaczy się. Żadne z nas nie miało nigdy zadatków na prawdziwą duszę towarzystwa, okazało się jednak, że o ile każde na własną rękę dawało radę jakoś tam utrzymywać mizerne kontakty ze światem, tak razem utknęliśmy w uroczym, ale bardzo ograniczonym własnym, dwuosobowym kręgu.
Mąż ma nieco więcej serca do ludzi, lubi wokół siebie harmider, łatwo nawiązuje znajomości, ale są to ot, takie sobie, przelotne „flirty” ze społeczeństwem — niełatwo awansować u niego do rangi dobrego kumpla czy przyjaciela. Tym niemniej chętnie wybiera się „w świat” posiedzieć między ludźmi, zagadnie tego czy owego i już jakieś towarzystwo zbiera się w pobliżu, czasami nawet na nieco dłuższy czas.
Ze mną jest niestety gorzej, bo ludzi jako masy nie znoszę niemalże organicznie. To oczywiście wynik strachu, jaki budzi się we mnie na myśl o konieczności nawiązania kontaktu z kimkolwiek, lecz świadomość ta w niczym nie pomaga. Owszem, jest na świecie kilka osób, które lubię, z którymi bardzo dobrze spędza mi się czas, a w zasadzie spędzało…
Moją nemezis okazał się rozwój Internetu. Jak wygodnie było przerzucić się z rozmów telefonicznych na maile, które docierają do odbiorcy znacznie szybciej niż list, a zwalniają z konieczności wicia się w męczarniach przy słuchawce telefonicznej. Jak miło było prowadzić rozmowy przez GG, Tlen czy inne paskudztwo bez potrzeby ruszania szanownego zadka z domu. W ten sposób, niezauważenie, lecz bardzo sprawnie postawiłam dość gruby mur między sobą i światem. Potem skończyły się studia, pracę szybko zmieniłam na nieetatową i wykonywaną w domu — lada moment, a nikt nie będzie pamiętać, że istnieję
.
Ciekawi mnie, ile osób załatwiło się w ten sposób. Ilu z nas zrezygnowało z kontaktów z ludźmi na rzecz kontaktu wirtualnego i złudnych „przyjaźni kont” w serwisach internetowych zwanych szumnie społecznościami? Dawniej ludzie nie mieli wyjścia, musieli spotykać się, by wymienić informacje czy zwyczajnie nie umrzeć z nudów; dzisiaj mamy telewizję, komputery, towarzystwo w zasadzie staje się zbędne. A potem przychodzi ten paskudny moment, gdy odkrywa się, że wokół nie ma nikogo.
Nie cieszy mnie, gdy widzę, jak bardzo ludzie odsuwają się od siebie, jak z każdym rokiem giną więzi społeczne, rodzinne. Powoli tracimy korzenie, zaplecze, bez którego nie sposób stawić czoła nieszczęściom, i nawet tego nie zauważamy. Nie podoba mi się wciskany nam na siłę model życia (nie wykluczam, że to nadal efekt siedzenia w krzakach te dwa tygodnie temu) — samotnie, góra w dwie osoby plus ewentualne dzieci. Człowiek jest zwierzęciem stadnym; żeby żyć potrzebujemy środowiska, kontekstu, interakcji z innymi ludźmi, inaczej odbija nam palma
.
Kłopot polega na tym, że ciężko jest wrócić z takiego dobrowolnego wygnania do życia, bo natura nie znosi próżni i tam, skąd wycofaliśmy się lata temu, teraz zwyczajnie może już nie być dla nas miejsca. Ale próbować warto. W ramach “oddziczania” umówiłam się na piwo z kimś, z kim powinnam była zobaczyć się już lata temu (i to nie jest przenośnia). Oby było jeszcze co ratować.
Niezgłębione tajemnice spamu
Maj 17th, 2012 § Dodaj komentarz
Świat jest jednak zadziwiającym miejscem, a WordPress jeszcze bardziej. Wracam znów do tematu narzędzia Szatana, czyli statystyk.
Otóż, drugi prowadzony przeze mnie blog przeżywa ostatnio okres wzmożonej popularności wśród… robotów generujących komentarze — dzień w dzień wyrzucam kilka zupełnie bezsensownych wiadomości ze spamu. Nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało, ot uroki istnienia w Internecie. Natomiast nieodgadnioną tajemnicą pozostaje dla mnie, w jaki sposób rzeczone roboty dodają komentarze, bo żadne ze statystyk, ani te wordpressowe, ani te, które dodawałam osobiście, nie notują odwiedzin. (Swoją drogą można powiedzieć, że osiągnęłam swoisty sukces — przez spam przewinęło się więcej komentarzy niż jest obecnie na rzeczonym blogu
).
Przyznam, że nie znam się na tyle na strukturze WP ani na sposobie działania aplikacji wrzucających losowe teksty na strony internetowe, by wypowiadać się z pozycji fachowca. Z pozycji niefachowca wygląda to jakby programy te wrzucały śmieci bezpośrednio do bazy na serwerach WP — dziwnie się czuję z tą myślą, zatem pozostanę chyba przy teoriach „wiem, że nic nie wiem” i „to na pewno działa jakoś inaczej”.
Instalacja Diablo III – rozwiązanie problemu pobierania
Maj 16th, 2012 § 3 komentarzy
Wpis specjalnie na życzenie Małżonka, dedykowany wszystkim tym, którzy męczą się z zainstalowaniem Diablo III pod Windowsem.
Jeśli instalator utyka Wam na którymś tam procencie (na razie mam doniesienia o 77%) bądź nie pobiera niczego (0% – danina dla SEO
), wykonajcie co następuje. Niezależnie od tego, jakiej przeglądarki internetowej używacie na co dzień, włączcie IE, następnie otwórzcie okno Opcje internetowe/Połączenia, kliknijcie przycisk Ustawienia sieci LAN i usuńcie zaznaczenie opcji Automatycznie wykryj ustawienia. Następnie wystarczy zamknąć IE i patrzeć, jak pobieranie rozpoczyna się natychmiast. Autor rozwiązania sugeruje, że mechanizm pobierania jest powiązany w jakiś sposób z IE i zdaje się, że ma rację, dlatego powtórzę: nie ma znaczenia, jakiej przeglądarki używacie na co dzień.
Poniżej tekst oryginalnego rozwiązania:
I’m not sure if this ‘really did’ have any effect, but I’m inclined to
believe this fixed my stuck at 77% issue.Apparently a common thread with the downloader/installer is it draws
its connection settings from your IE browser connection settings, so
for me I went into Internet Explorer, Internet Options, connections,
Lan Settings. Uncheck auto detect settings.Close I.E. and in my experience it took a few seconds, I thought
nothing was happening and then BAM! Zipped up from 77% in just a few
short seconds.
Powodzenia i dobrej zabawy w czasie gry!
Co tam, panie, w statystykach?
Maj 15th, 2012 § Dodaj komentarz
Dzień dziś ponury, deszcz kapie, dobra to pora, by przeprowadzić rachunek sumienia, czyli podsumować nieco ponad roczną aktywność Czytelników (owszem, są tacy!) tego bloga.
Zacznijmy ogólnie — przez blog przewinęło się prawie 1200 osób. Sporo jak na stronę prowadzoną na niezbyt popularnej platformie, nie reklamowaną w żaden sposób i zawierającą naprawdę bardzo luźne przemyślenia.
Większość odwiedzających znajdowała się w chwili otwierania stron bloga na terytorium Polski, co raczej nie dziwi. Zaskoczyło mnie natomiast dziesięć odsłon z Niemiec i siedem z Islandii. Pozdrowienia dla emigrantów! (z lekkim zgrzytaniem zębami z zazdrości w stronę osoby/osób z Islandii). Dwa wejścia z Wielkiej Brytanii i jedno z Francji trudno zaklasyfikować; mogły to być zwykłe pomyłki, po których przerażony tambylec uciekł z krzykiem od monitora na widok wszystkich ą, ę, ś, ć, ó, ł, ń, ź i ż.
Najczęściej odwiedzaną stroną (poza główną — taki suchy żart) była strona informacyjna o blogu i jego autorce. Cóż, miło mi, że wzbudziliśmy aż takie zainteresowanie, szkoda, że po zapoznaniu się z jej zawartością odwiedzający najczęściej ucieka. Chyba powinnam wyciągnąć z tego jakieś wnioski (swoją drogą statystyki to prawdziwe narzędzie Szatana
). Z wpisów największą popularnością cieszą się te, w których padają nawiązania do kwestii pisania CV (ich treść musiała naprawdę rozczarować odwiedzających) oraz te poświęcone grze Wiedźmin — cóż, zdaje się, że niedawno była czy może ma być premiera konsolowa. Tak czy inaczej gracze zaglądają tu bardzo często i pewnie nie cieszą się zbytnio na widok tego, co znajdują.
Ale wygląda też na to, że są tacy, którym zawartość bloga jednak odpowiada (może znajdują tu odpowiedź na pytanie o sens istnienia wszechświata i tego wszystkiego*). Podejrzenia te nie są bezpodstawne. Otóż, w hasłach wyszukiwania wprowadzanych do Google pośród wszystkich wariacji wiedźmińskich (których w sumie jest najwięcej), zapytań o CV i naprawdę dziwnych wpisów pojawia się także regularnie hasło „królik kontratakuje”, co pozwala mi przypuszczać, że ktoś szuka tej konkretnej strony. Jest mi z tego powodu niezmiernie miło, bo naprawdę przyjemnie myśleć, że ktoś może czekać na następną porcję moich wynurzeń.
Zatem wszystkich trafiających tu czy to przypadkiem, czy też całkiem celowo pozdrawiam serdecznie i zapraszam na następny odcinek wynurzeń, który zapewne pojawi się niebawem.
———
*42